[VIDEO] TOGI BEZ SUMIEŃ: Dlaczego kuratorzy i wiceprezes Sądu Rejonowego w Opolu nie oddają matce dziecka? Czy wspierają ojca z zawieszonymi prawami rodzicielskimi oraz jego bogatych rodziców-lekarzy?
Adrianna Bogucka ma postanowienie o przymusowym odebraniu od ojca 5-letniej córeczki. Tymczasem WANDA KAMIŃSKA jako kierownik zespołu kuratorów ds rodzinnych i nieletnich Sądu Rejonowego w Opolu oraz MAGDALENA ŚWIST - Wiceprezes Sądu Rejonowego w Opolu bardziej dbają o ochronę swojego wizerunku niż o wykonanie pracy na rzecz dziecka i matki!
Dlaczego w polskich sądach czasem nie ma sprawiedliwości? Może dlatego, że kuratorzy i prezesi nie chcą wykonywać swojej pracy?
Każdy z nich otrzymuje co miesiąc wynagrodzenie z kasy Skarbu Państwa. Tymczasem prezentujemy wstrząsającą sytuację gdzie pani kurator pani kierownik zespołu kuratorskiego Wanda Kamińska ani przewodniczącą wydziału rodzinnego które jednocześnie pełni funkcję wiceprezesa sądu Rejonowego w Opolu Magdalena Świst W sposób bezdyskusyjny nie wykonują swoich obowiązków!
A kiedy pytamy merytorycznie o to dlaczego, to skupiają się na ukrywaniu swojego wizerunku. Tak jak gdyby zamiast być dumnymi, wstydziły się wykonywanego przez siebie zawodu!
Prezentujemy dziś pierwszą część szokującego reportażu dotyczącego 5-letni córeczki Adriany Boguckiej. Sąd Rejonowy w Oławie w województwie dolnośląskim zdecydował, że ojciec który przetrzymuje dziewczynkę pod Opolem, ma natychmiast zwrócić je pani Adriano. Decyzja jest obarczona klauzulą przymusowego wykonania wraz z przeszukaniem pomieszczeń celem odnalezienia dziecko w domu rodziców ojca - znanych okolicy lekarzy.
Ale ani kurator, ani ze kierownik zespołu kuratorskiego Wanda Kamińska ani Wiceprezes Sądu pełniąca funkcję przewodniczącego wydziału rodzinnego Magdalena Świst nie są w stanie tej prostej czynności wykonać.
Po dwukrotnym zapukaniu do drzwi kiedy nikt nie otworzył, zwróciły sprawę do sądu do Oławy twierdząc, że nie są w stanie zrealizować tego postanowienia - mówi przez łzy pani Adriana.
Mam wrażenie, że ojciec dokładnie wie kiedy mają przyjechać kuratorki które mają swoje biura na tej samej ulicy na której pracują lekarze-dziadkowie. I wtedy oczywiście dziecka nie ma w domu - dodaje matka.
Na naszym filmie widać absolutny brak empatii jeśli chodzi o cierpienie matki. Oraz brak zainteresowania obowiązkiem wykonywania pracy sądowej za pieniądze Skarbu Państwa ze strony decydentek Sądu Rejonowego w Opolu.
Naszej redakcji udało się bez żadnego problemu odnaleźć dziecko. Zaprezentujemy to w kolejnym filmie, który pokazuje dodatkowo szokujące bezradne działania policji na rzecz matki i dziecka. Ale na rzecz nie dostosowującego się do postanowienia sądu ojca, jego bogatych rodziców i ekstrawaganckiego adwokata.
Wszelkie nowe informacje na ten szokujący temat będziemy przekazywać na bieżąco, poprzez naszego Facebooka, Twittera, Instagrama, Telegrama, Albicla i naszą stację Telewizja.Patriot24.net
Konflikt to zjawisko naturalne — pojawia się wszędzie tam, gdzie ścierają się interesy, emocje i różne interpretacje rzeczywistości. Jednak są sytuacje, w których przestaje być tylko sporem, a zaczyna oddziaływać na znacznie szersze otoczenie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Sprawa Kamili oraz jej czteroletniej córki staje się kolejnym przykładem sytuacji, w której pojawia się pytanie o rzeczywistą skuteczność systemu ochrony dzieci w Europie.
Kolejna próba wykonania postanowienia sądu dotyczącego wydania dziecka zakończyła się niepowodzeniem. Do zdarzenia doszło w Radomiu, gdzie pod nadzorem kuratorów podejmowano czynności związane z realizacją orzeczenia wydanego przez Sąd Rejonowy w Żyrardowie. Na miejscu obecni byli również funkcjonariusze policji. Mimo zaangażowania służb i formalnej podstawy prawnej wynikającej z decyzji sądu, czynność nie doprowadziła do wykonania orzeczenia.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Przez wiele miesięcy Biuro Rutkowski, Telewizja Patriot24.net i NaszaWielkopolska.pl śledziły dramatyczną walkę pani Adrianny o odzyskanie córki uprowadzonej przez ojca wbrew sądowym nakazom. W tym czasie dziadkowie dziewczynki podejmowali różne formy protestu – pikiety pod sądem, apele pod Sejmem i kilkukrotne głodówki dziadka, który, choć czasem je przerywał, nigdy nie tracił nadziei na powrót wnuczki do matki. Jednym z najbardziej bolesnych momentów były urodziny, które dziewczynka mogła spędzić z mamą jedynie przez ekran telefonu.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.
Czy w Polsce można zostać poważnie rannym podczas policyjnej interwencji za brak świateł i pasów? Tak twierdzi Pan Marcin , który po próbie zatrzymania przez policjantów z Łęcznej trafił do szpitala z wieloodłamowym złamaniem nogi. Mężczyzna był trzeźwy, co potwierdza wynik badania alkomatem. Twierdzi, że został pobity już po zatrzymaniu, a świadkiem całej sytuacji był jego syn. Sprawa została zgłoszona do Biura Spraw Wewnętrznych Policji w Lublinie. Dokumentacja lekarska nie pozostawia wątpliwości – urazy są poważne.